Skip to content

Srodekraju.pl

Leszek Bobrukiewicz – przewodnik po Łodzi, Warszawie, Żelazowej Woli i okolicach

Menu
  • Strona Główna
  • O mnie
  • Oferta przewodnicka
Menu

16 września – Wiesław Lisowski

Wyświetlenia: 41
0 0
Czas czytania7 min, 3 s

Od dawna nie byłem tu aktywny – myślę, że pora, że warto wrócić…
To mój świat…
To mój ślad…

Archiwistyka to nie tylko zawód. Archiwistyka to pasja…

Ja tej pasji — z racji moich zainteresowań — pozostaję wierny od wielu, bardzo wielu lat.

Codzienne przeglądanie kalendariów i dawnych kronik niemal zawsze przynosi jakieś wydarzenie, nazwisko albo datę, nad którymi nie sposób przejść obojętnie. Są takie ślady przeszłości, przy których człowiek zatrzymuje się na chwilę, zaczyna szukać, czytać, przypominać sobie miejsca… i nagle pojedyncza data przestaje być tylko cyfrą w kalendarzu.

Tak jest i tym razem.

Okazją jest dzisiejszy dzień — 16 września.

Właśnie tego dnia przypada kolejna rocznica śmierci człowieka, którego ja — wielbiciel Łodzi, jej historii i architektury — pominąć po prostu nie mogłem.

On architekt, który pozostawił w przestrzeni naszego miasta ślad znacznie trwalszy niż pamięć jednego pokolenia.

Bo są ludzie, którzy odchodzą, lecz pozostają po nich budynki, ulice, miejsca i widoki tak mocno wrośnięte w krajobraz miasta, że po latach przestajemy nawet zastanawiać się, kto je stworzył.

A przecież ktoś kiedyś pochylił się nad pustą kartką papieru i narysował pierwszą kreskę…

Wspomnienie o Wiesławie Lisowskim w rocznicę śmierci — 16 września 1954 roku

Był wrzesień 1954 roku.

Łódź wyglądała już zupełnie inaczej niż ta, do której Wiesław Lisowski przyjechał trzydzieści pięć lat wcześniej. Wojna przecięła historię miasta na pół. Zniknęli ludzie, zmieniły się nazwy ulic, z fasad strącono jedne symbole, aby zawiesić inne. Dawne fabrykanckie miasto uczyło się życia w nowej rzeczywistości.

A jednak, kiedy 16 września 1954 roku Wiesław Lisowski umierał w Łodzi, wokół niego stała Łódź, której fragment sam narysował.

Stały szkoły, do których każdego ranka szły dzieci. Stał wielki szpital przy dawnej Zagajnikowej. Przy Moniuszki wznosił się gmach YMCA (po wojnie MDK). Przy Narutowicza i Lindleya trwał budynek wzniesiony pierwotnie dla miejskich wodociągów ( obecnie UŁ). Nad okolicą dworca Fabrycznego górowała potężna bryła niedokończonego przed wojną Domu-Pomnika Marszałka Józefa Piłsudskiego (po wojnie siedziba ŁDK.

Architekt odchodził.

Jego miasto pozostawało.

Lisowski nie był łodzianinem z urodzenia. Przyszedł na świat 22 sierpnia 1884 roku w Ząbkach. Uczył się w Warszawie i Odessie, architekturę studiował w Petersburgu. W 1918 roku ukończył tam Akademię Sztuk Pięknych, a już 1 kwietnia 1919 roku rozpoczął pracę w Łodzi. Przez następne dziesięć lat był architektem miejskim; później prowadził własną praktykę. Z Łodzią związał resztę życia.

I trafił do miasta w chwili szczególnej.

Łódź była wielka, ale nie była jeszcze miastem wygodnym do życia. XIX wiek pozostawił jej fabryki, pałace, kamienice, kominy i ogromną energię przemysłową. Odrodzona Rzeczpospolita musiała natomiast budować to, czego wcześniej dramatycznie brakowało: szkoły, szpitale, łaźnie, kanalizację, obiekty sportowe i instytucje publiczne.

To właśnie tutaj rozpoczyna się prawdziwa opowieść o Lisowskim.

Nie od pomnika.
Nie od pałacu.
Od szkoły.

Łódź była nie tylko jednym z pierwszych wielkich polskich miast, które po odzyskaniu niepodległości podjęły ogromny wysiłek zapewnienia dzieciom powszechnego nauczania. Łódź moje rodzinne miasto było tym pierwszym z wszystkich miast ówczesnego państwa. O tym trzeba pamiętać – ten fakt należy przy każdej nadarzającej się okazji przypominać.
Potrzeba była paląca. W przepełnionych dzielnicach robotniczych naszego miasta brakowało szkół a tam gdzie były nauka odbywała się niekiedy na kilka zmian.

Lisowski swoją misję realizować zaczął od projektowania nowych gmachów szkolnych. W zależności od ich usytuowania w mieście były to obiekty o skromnej minimalistycznej formie bryły tak jak szkołą przy Cegielnianej 58, ale też i o wspaniałej „majestatycznej” bogatej formie jak budynek przy Drewnowskiej 88, Konstantynowskiej, Nowo-Targowej i Wspólnej; jego nazwisko znajduje się przy tych projektach w zachowanej dokumentacji archiwalnej.

Szczególnie wymowna jest szkoła przy Drewnowskiej 88.

Kiedy w 1928 roku opisywała ją prasa fachowa, była prawdziwym kombajnem edukacyjnym swojej epoki: mieściła trzy szkoły, łącznie 39 klas, dwie sale gimnastyczne, natryski, wanny, a nawet kolumnadę przeznaczoną do kąpieli słonecznych. Autorem projektu i kierownikiem budowy był Lisowski.

To wiele mówi o tamtym pokoleniu architektów.

Szkoła nie miała być już tylko budynkiem, w którym dzieci przesiedzą kilka godzin. Miała dawać światło, powietrze, ruch, higienę. Architektura otrzymywała zadanie społeczne.

Lisowski potrafił projektować monumentalnie, lecz z biegiem lat coraz wyraźniej ciążył ku prostocie i funkcji. Dlatego nie byłbym skłonny nazywać całej jego twórczości po prostu „modernizmem”. Ciekawsze jest coś innego: w jego dorobku widać drogę, którą przebyła sama łódzka architektura — od form bardziej tradycyjnych i reprezentacyjnych ku dojrzałej nowoczesności lat trzydziestych.

Jednym z przystanków na tej drodze był Szpital im. Prezydenta Ignacego Mościckiego, otwarty w 1930 roku przy Zagajnikowej — dzisiejszy szpital im. Norberta Barlickiego przy Kopcińskiego.

Był ogromny. Miał około 850 łóżek w siedmiu oddziałach i należał do najnowocześniejszych placówek medycznych II Rzeczypospolitej. Budowę według projektu Lisowskiego przeprowadzono w zaledwie około półtora roku.

Można wyobrazić sobie architekta stojącego na ulicy przed świeżo ukończonym gmachem.

Za jego plecami dymiły kominy miasta przemysłowego.

Przed nim stał szpital miasta nowoczesnego.

Kilkaset metrów dalej wzniesiono według jego projektu siedzibę Wydziału Kanalizacji i Wodociągów przy Narutowicza i Lindleya. Po wojnie na wiele dziesięcioleci zadomowił się tam Uniwersytet Łódzki — rektorat działał w tym budynku do 2015 roku. Dzisiaj przy Narutowicza 65 mieści się między innymi Instytut Historii Sztuki UŁ.

Jest w tym jakaś piękna przewrotność historii.

Budynek stworzony dla inżynierów miejskich wodociągów stał się później miejscem uniwersyteckiej nauki. Funkcja się zmieniała, państwa i ustroje przemijały — dobra architektura nadal była potrzebna.

Ale bodaj najczystszym spotkaniem Lisowskiego z nowoczesnością jest YMCA przy Moniuszki 4a.

Tu nie potrzebował już kostiumu przeszłości.

Bryły, rytm okien, duże płaszczyzny ścian, podporządkowanie przestrzeni funkcji. W środku: pływalnia, sale gimnastyczne, łaźnie, poradnia lekarska, biblioteka, czytelnia, sale wykładowe i klubowe, część hotelowa i gastronomiczna. Narodowy Instytut Dziedzictwa zalicza budynek do najwybitniejszych realizacji międzywojennego modernizmu w Łodzi.

YMCA mówiła językiem nowej epoki.

Nie pytała przede wszystkim: jak ozdobić budynek?

Pytała: jak ma służyć człowiekowi?

A potem przyszedł projekt szczególny.

Dom-Pomnik Marszałka Józefa Piłsudskiego przy Traugutta 18.

Dzisiejszy Łódzki Dom Kultury.

Miał być czymś więcej niż gmachem. Planowano w nim siedziby organizacji legionowych oraz przestrzeń działalności społecznej, edukacyjnej i wychowawczej. Lisowski nadał mu monumentalność, ale nie ciężar dawnego pałacu: zestawiał geometryczne bryły, porządkował elewację rytmem pionów i poziomów, budował powagę środkami nowoczesnej architektury. NIAiU datuje projekt na lata 1935–1938; realizację przerwała wojna, a całości zamierzonej koncepcji Lisowskiego nigdy nie wykonano – jak to się „mówi” do końca. W późniejszych dziesięcioleciach ( już podwójnie) gmach przekształcono i rozbudowywano już jako Łódzki Dom Kultury.

I właśnie ten budynek wydaje mi się najbardziej przejmającym komentarzem do losu jego autora.

Miał sławić Piłsudskiego.

Przetrwał państwo, które go ufundowało.

Przetrwał okupację.

Po wojnie otrzymał inną nazwę i inne przeznaczenie.

A mimo wszystko, kiedy dziś wychodzimy z dworca Łódź Fabryczna i patrzymy w stronę Traugutta, nadal patrzymy na myśl architektoniczną Wiesława Lisowskiego.

Jego zainteresowania były zresztą szersze. Projektował zakład kąpielowy przy Wodnej, osiedle oficerskie w rejonie Kopcińskiego, sanatorium przeciwgruźlicze dla dzieci w Łagiewnikach, a poza Łodzią między innymi kościół św. Jakuba w Głownie. Zdobywał nagrody w konkursach, między innymi za projekt Pomnika Straconych 1905–1907 na Polesiu Konstantynowskim oraz za koncepcję gmachu reprezentacyjnego Rady Miejskiej.

Wojna odebrała mu możliwość normalnego wykonywania zawodu. Po 1945 roku wrócił jednak do projektowania i pracował kolejno w państwowych biurach aż do ostatnich lat życia. Zmarł 16 września 1954 roku w Łodzi i został pochowany na cmentarzu Doły. Datę 16 września potwierdzają zarówno materiały SARP, Archiwum Państwowego w Łodzi, jak i miejskie kalendarium; spotykana w jednym starszym materiale PAP data 16 października jest najpewniej omyłką.

I może właśnie w tamtym wrześniowym dniu rzeczywiście zamknęła się pewna epoka.

Nie dlatego, że wraz ze śmiercią jednego człowieka skończył się łódzki modernizm. Historia architektury nigdy nie przebiega tak prosto.

Odszedł jednak człowiek należący do pokolenia, które przeprowadzało Łódź z XIX wieku w wiek XX.

Pokolenia, które zastało miasto fabryk, a chciało pozostawić miasto także szkół, szpitali, bibliotek, pływalni i instytucji publicznych.
Nowoczesne, nowocześnie zabudowywane, urbanizowane miasto!

Lisowski nie burzył starej Łodzi.

Dopisywał do niej następną warstwę.

Dlatego jego obecności najlepiej szukać nie w muzealnej gablocie, ale podczas spaceru. Przy Drewnowskiej. Przy Jaracza. Przy Sterlinga. Na Kopcińskiego. Przy Narutowicza. Na Moniuszki. Wreszcie przy Traugutta i w wielu innych nie wymienionych a wartych poznania miejscach…

Trzeba tylko czasem zwolnić krok.

Podnieść głowę.

Popatrzeć.

Bo architekt może umrzeć, nazwiska mogą zacierać się w pamięci, a ludzie przechodzący codziennie obok jego budynków mogą nawet nie wiedzieć, kto je zaprojektował.

A one stoją.

Służą.

Starzeją się razem z miastem.

I wciąż cieszą oczy.

To chyba najpiękniejszy pomnik, jaki Łódź mogła wystawić Wiesławowi Lisowskiemu.

Tyle Łódź, ale wśród osiągnięć „na polu” architektury nie tylko moje miasto zawdzięcza Lisowskiemu znamienite budynki i budowle…

O nim samym i o jego dokonaniach może jeszcze kiedyś opowiem szerzej, jeśli nadarzy się ku temu sposobność.

Niech pamięć o nim trwa — niech nie przemija…

Kontakt

LESZEK BOBRUKIEWICZ
E-mail: kontakt@srodekraju.pl
tel. 666 173 216

  • Facebook
  • Instagram

Ostatnie wpisy

  • 16 września – Wiesław Lisowski
  • Michał Bergson – Kartka z Kalendarza
  • Aleksander Zarzycki – kartka z kalendarza
  • Marcello Bacciarelli – kartka z kalendarza
  • Marco Polo – przewodnik świata

Po kategoriach

  • Bez kategorii
  • Inne zakątki
  • Kartki z kalendarza
  • Łódź
  • Warszawa
  • Żelazowa Wola
  • Facebook
  • Instagram
© 2026 Srodekraju.pl | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme