16 lutego 1731 – 16 lutego 2026
Ile to już lat minęło – policzmy – 295 (dwieście dziewięćdziesiąt pięć)!
W tym właśnie dniu, 16 lutego (febbraio) 1731 roku, urodził się Marcello Bacciarelli – dla przypomnienia dodam: późniejszy malarz, artysta malarz, portrecista, portrecista epoki!
Prawdę mówiąc – zdradzając zwyczaje epoki XVIII wieku – trzeba przyznać, że miał on więcej niż jednego patrona. Było ich aż pięciu, spore grono, choć, przyznajmy, nie rekordowo liczne. Na chrzcie nadano mu bowiem imiona, które wymienię po kolei:
Marcello Filippo Antonio Pietro Francesco!


Stało się to w Rzymie – mieście niezwykłym, mieście, o którym z pewnością można powiedzieć, że było wówczas jednym z najważniejszych miast ówczesnego świata. Pomijając wszystkie inne aspekty jego znaczenia, należy przypomnieć, że było to miasto będące jedną ze stolic kultury, a przede wszystkim sztuki.
Z uwagi na Bacciarellego, w dniu rocznicy jego urodzin przy tym wyróżnieniu miasta nad Tybrem pozostaniemy.
Każdą biografię, każde wspomnienie i przypomnienie postaci zwykło się zaczynać od korzeni. Tak będzie i tym razem, choć niefortunnie składa się tak, że o przodkach, o rodzinie, ba – o rodzicach Bacciarellego źródła mówią niewiele, właściwie prawie nic. Mimo badań, mimo poszukiwań, mimo kwerend archiwalnych nie znamy ich imion, zawodów ani pozycji społecznej. I to milczenie jest samo w sobie wymowne. Marcello Bacciarelli nie wyrastał w cieniu wielkich nazwisk ani w aurze rodowego splendoru. Jego dzieciństwem był Rzym – miasto, które uczyło sztuki bez słów. Ulice, kościoły, kaplice pełne fresków i ołtarzy były jego pierwszą galerią, a codzienny kontakt z obrazem i formą kształtował oko szybciej niż jakikolwiek traktat o sztuce. Zanim trafił do pracowni mistrza, nauczył się patrzeć. I może właśnie dlatego, gdy po latach malował królów, potrafił w ich twarzach dostrzec nie tylko godność urzędu, lecz także zwyczajną, ludzką obecność.
Rzym – edukacja!
Nie wiemy, jak to się stało, ale jego uzdolnienia i talent zostały dostrzeżone w młodym wieku. Dzięki temu wprawny nauczyciel potrafił wykształcić zarówno oko, jak i rękę.
Wychowany i żyjący w cieniu ogólnie rzymskich, a szczególnie watykańskich fresków, uczył się – najprawdopodobniej – malarstwa u Marco Benefiala, pod jego wprawnym okiem, w jego szkole. Co by nie mówić – była to szkoła solidna, dobrze przygotowująca adeptów do malarskiego, artystycznego rzemiosła, bez zbędnych egzaltacji. Mistrz uczył dyscypliny, kompozycji i panowania nad światłem. Nie do końca wiadomo, czy uczył także tego „czegoś”, co w sztuce i w malarstwie jest tak niezwykle ważne – idei i filozofii tworzenia – czy do tego młody Marcello musiał dochodzić sam. O tyle było mu łatwiej, że Rzym XVIII wieku był jak ogromna pracownia pod gołym niebem. Antyk oddychał z ruin, barok błyszczał złotem ołtarzy, a młody Bacciarelli chłonął to wszystko z uwagą przyszłego portrecisty.
Bo portret – to była jego prawdziwa droga.
Gdy poczuł się już pewniej w świecie sztuki, opuścił Rzym – rodzinne miasto – by poszukać szczęścia w szerokim świecie.
Drezno – pierwszy dwór, pierwsza poważna scena
Pomocną dłoń młodemu artyście podał rezydujący w Dreźnie krajan, również Rzymianin z urodzenia – Gaetano Chiaveri, architekt. Odegrał w życiu Bacciarellego rolę szczególną. Nie był jego nauczycielem ani współtwórcą stylu, lecz człowiekiem, który otworzył mu drzwi do świata dworów. Jako architekt o ugruntowanej pozycji w Dreźnie potrafił wskazać młodego malarza właściwym osobom i to w odpowiednim momencie. Dzięki tej rekomendacji Bacciarelli trafił na dwór saski, gdzie po raz pierwszy zetknął się z mechanizmami mecenatu, które później tak znakomicie potrafił wykorzystać w Warszawie.
Drezno – stołeczne miasto Saksonii, miasto galerii, kolekcji i dworskiego splendoru. Trafił tu dzięki rekomendacjom i talentowi. Panował tu wówczas, rezydował, August III, Fryderyk August II Saski, syn Augusta II Wettina, króla Polski, który łączył koronę polską z elektorską Saksonii.
W Dreźnie Bacciarelli kopiował dzieła mistrzów dla galerii, malował portrety dworzan i poznawał smak życia przy władzy.
Tu też poznał swoją przyszłą żonę, Fryderykę Juliannę Richter. Nie była ona przypadkowo poznaną kobietą, której wdziękami się zachwycił. Była artystką – malarką miniaturzystką. Małżeństwo dwojga artystów było rzeczą niecodzienną, ale twórczo owocną. Z tego związku przyszły na świat dwie córki: Anna i Manon Bacciarelli. Po artystycznie uzdolnionych rodzicach odziedziczyły talent i zapisały się w historii sztuki jako malarki.
W Dreźnie Bacciarelli spotkał także Bernarda Bellotta, zwanego Canalettem, z którym utrzymywał długotrwałą współpracę.
Czasy były niespokojne. Gdy wybuchła wojna siedmioletnia, dwór przeniósł się do Warszawy. Bacciarelli znalazł się tam wraz z dworem saskim. Był już wówczas mężem Fryderyki Julianny Richter i wszystko wskazuje na to, że przybyli razem – nie jako osadnicy, lecz jako artyści dworu szukającego schronienia przed wojną.
Ten pobyt w Warszawie nie był jeszcze decyzją życiową. Był czasowy, ale to właśnie wtedy Bacciarelli poznał miasto i nawiązał pierwsze kontakty z polską elitą. Zetknął się z rodziną Poniatowskich. Bez tej wojennej „przeprowadzki” najprawdopodobniej nie byłoby późniejszej, świadomej decyzji o osiedleniu się w Polsce, już za panowania Stanisława Augusta.
Dla porządku chronologii trzeba wspomnieć także o innych podróżach. Był Wiedeń Marii Teresy, gdzie cieszył się sławą i pozostawił po sobie liczne dzieła. Była Rosja – Petersburg, dokąd udał się w poszukiwaniu mecenatu, lecz nie związał się tam trwale ani zawodowo, ani życiowo. Po Dreźnie, gdzie proponowano mu profesurę w nowo powstałej Akademii, odmówił, przyjmując jedynie tytuł akademika.
Po Dreźnie, Wiedniu i Petersburgu przyszła kolej na Warszawę. Tym razem – po 1764 roku, po elekcji nowego monarchy. Stanisław August Poniatowski znał już Bacciarellego i wysoko cenił jego talent. Bacciarelli został nadwornym malarzem, dyrektorem Malarni Królewskiej i jednym z głównych organizatorów życia artystycznego dworu.
Od tej chwili zaczyna się historia nie tylko artysty, lecz całej epoki utrwalonej w farbie olejnej.
Zamek Królewski i Łazienki stały się przestrzenią, w której malarstwo było programem politycznym. Bacciarelli malował monumentalne kompozycje historyczne, stworzył Poczet królów polskich i portretował króla jako monarchę, reformatora oraz mecenasa. Rozumiał, że malarstwo dworskie nie jest dekoracją – jest językiem polityki.
Namaluje około trzydziestu portretów króla. Lecz ważniejsze od liczby jest to, że gdy dziś myślimy o Stanisławie Auguście, widzimy twarz wykreowaną przez Bacciarellego. On stworzył wizualny kanon epoki.
Potem przyszły rozbiory. Zmienił się świat. Król abdykował, dwór przestał być centrum życia artystycznego. Bacciarelli, już w podeszłym wieku, obserwował koniec świata, który sam współtworzył.
Zmarł w Warszawie w 1818 roku. Miał 87 lat.
Pozostały obrazy. Pozostała wizualna pamięć Oświecenia. Pozostał obraz króla i obraz ambicji reform.
I może właśnie w tym tkwi paradoks jego życia:
urodzony pod niebem Rzymu –
na zawsze wpisany w historię Warszawy w historię Polski.
I to by było na tyle w telegraficznym, facebookowym skrócie.




Źródła:
Fotografie: Wikipedia i własne
Wiedza: Zewnętrzna (encyklopedyczna i biograficzna) i wewnętrzna (pasja)
